2014 rok był dobrym rokiem dla polskiego GameDevu (na potrzeby tego wpisu przyjmijmy, że będziemy tak określać szeroko całą branżę związaną z grami komputerowymi – gry polskiej produkcji, e-sport, duże wydarzenia targowe, konferencje branżowe itp.). Ale do beczki miodu doleję łyżkę (a może wiaderko) dziegciu – co z tego, że branża się prężnie rozwija, skoro wiedzą o tym tylko zapaleńcy śledzący regularnie portale gamingowe. Dlaczego dla ogólnotematycznych mediów tematyka gier komputerowych nie jest w ogóle ciekawa? Zastanawiam się nad tym nie jako konsultant agencji PR, ale jako coraz bardziej zirytowany gracz, który mocno trzyma kciuki za każdą  powstającą nad Wisłą produkcję, a oglądając serwis informacyjny, chciałby zobaczyć materiał o najciekawszych eventach. No dlaczego?!?

Pewnie zastanawiacie się, co niby takiego spektakularnego i ciekawego wydarzyło się w polskim gamingu w 2014 roku? Moim zdaniem sporo i na pewno kilka tematów, które mogłyby być ciekawe, nie zostało zauważonych.
Bez większego echa minęła tegoroczna edycja Digital Dragons – jednej z największych (a na pewno najlepszych) konferencji branżowych w Centralnej i Wschodniej Europie. Już same cyferki podawane przez organizatorów mówią same za siebie – w tym roku w evencie uczestniczyło ponad 800 osób oraz 500 producentów gier z 25 państw. I choć nie możemy (i pewnie nigdy nie będziemy mogli) się równać z największymi rynkami, takimi jak USA, Chiny, Wielka Brytania czy Niemcy, to w ostatnim raporcie Global Games Market Report zostaliśmy sklasyfikowani, jako drugi rynek regionu.

W ubiegłym roku odbyła się też kolejna, rekordowa pod względem liczby uczestników, edycja Poznań Game Arena. W ciągu weekendu Międzynarodowe Targi Poznańskie odwiedziło prawie 60 tys. miłośników gier! Rewelacyjna frekwencja, sporo atrakcji i… niewykorzystany potencjał komunikacyjny. Potencjał na pokazanie, że gry komputerowe już dawno stały się potężnym biznesem i częścią kultury masowej.

W 2014 roku nie brakowało też ciekawych produkcji. Przykładowo, bydgoskie Vivid Games wydało prawdopodobnie najdroższą grę na urządzenia mobilne, jaka powstała nad Wisłą – jej budżet przekroczył 1 mln złotych, trailer stworzyło znane studio Tomka Bagińskiego Platige Image, a sama gra zebrała pokaźną kolekcję nagród i wyróżnień. Nie sposób wspomnieć o sukcesie łódzkiego studia, które w serwisie Kickstarter w kilkanaście godzin zebrało ponad 100 tys. dolarów (a w całej zbiórce ponad 250 tys.!) na grę SUPERHOT, która jeszcze nie miała premiery, a już podbiła serca rzeszy graczy. O każdym z tych sukcesów z powodzeniem mogłyby napisać media – do każdego z nich można znaleźć bardzo interesujący kontekst i masę ciekawostek. Polacy lubią czytać i oglądać swoje sukcesy – dlaczego więc branża gamingowa nie wykorzystuje ogromnego potencjału, który posiada?

Nie zrozumcie mnie źle – w 2014 do największych mediów przebiło się też kilka naprawdę dobrych gamingowych tematów. W ogólnotematycznych mediach pisało i mówiło się więcej o polskim gamingu niż w poprzednich latach, a to pozwala łamać pewne schematy i obalać stereotypy o grach i samych graczach. W marcu w katowickim spodku odbył się Intel Extreme Masters 2014 – światowy finał (!) jednej z największych e-sportowych imprez. Taki Mundial, w którym zamiast w piłkę grano w Starcrafta, League of Legends i Counter Strike’a. No i co? No i Polacy wygrali – drużyna Virtus Pro w pięknym stylu zakończyła trzydniowe zmagania i zgarnęła pokaźny czek i wieczną chwałę. W tym samym czasie przez Spodek przewinęło się ponad 70 tys. ludzi, a kolejne miliony oglądały poszczególne mecze na Twitchu. Ja sam całą imprezę widziałem od zaplecza, pracując na miejscu z mediami. Widziałem na przykład coraz szerzej otwierające się oczy dziennikarki TVP, która stanęła na głównej trybunie, spojrzała na kilkanaście tysięcy kibicujących osób i powiedziała z lekkim niedowierzaniem: „Nie tak sobie wyobrażałam tę imprezę”. A potem trzykrotnie upewniała się, czy na pewno nie pomyliłem się o jakieś zera, podając jej pulę nagród turnieju.

Mieliśmy też spektakularne premiery. Bank rozbiły 11 bit Studios z „This War of Mine” i The Astronauts z “Vanishing of Ethan Carter”. Polskie studia pokazały, że za stosunkowo niewielkie (jak na branżę gamingową) budżety można zrobić gry, które zostaną bardzo dobrze przyjęte przez coraz bardziej wybredną społeczność graczy i zarobią miliony. Bo też chodzi o informacje o tym, ile warta jest branża i ile można w niej zarobić, – newsy o dziesiątkach milionów dolarów i setkach tysięcy gier sprzedanych w premierowym tygodniu doskonale pobudzają wyobraźnię osób, które z elektroniczną rozrywką nie miały wiele wspólnego.

Last but not least, w październiku ubiegłego roku została wydana największa polska megaprodukcja – „Lords of the Fallen” warszawskiego CI Games. Wspierając PR-owo launch gry, zastanawialiśmy się, w jaki sposób przebić się z taką tematyką do największych mediów i jak zainteresować dziennikarzy, którym z grami nie do końca po drodze. I pokazaliśmy skalę produkcji zestawioną z… największymi polskimi produkcjami filmowymi, które w zdecydowanej większości wypadają przy niej blado. Krótki opis realizowanej przez nas trzymiesięcznej kampanii znajdziecie tutaj. Z efektów jesteśmy bardzo zadowoleni – udało nam się pokazać, że Polacy mogą być dumni nie tylko z doskonałej wódki, wyrobów szklanych i Adama Małysza, ale też z dostępnych na ponad 70 rynkach gier, które świetnie się sprzedają. Sami się zresztą przekonajcie 🙂
http://www.ipla.tv/2014-11-30-wirtualny-swiat-po-polsku/vod-6086039

Patrzę na listę nadchodzących w 2015 roku premier i odbywających się w Polsce eventów i myślę: „2015 będzie co najmniej tak samo dobry dla polskiego GameDevu jak poprzedni rok”. Liczę też na to, że w 2015 roku zapanuje powszechna moda na komunikowanie swoich sukcesów znacznie szerszej grupie Polaków niż fani gier regularnie przeglądający branżowe media. I mam ogromną nadzieję, że taką komunikacją zajmą się ludzie, dla których niezwykle ważne są dwie wartości – pasja i rzemiosło, o których na naszym blogu niedawno pisał Tomek. Życzę tego przede wszystkim fanom gier komputerowych, do których sam się zaliczam. Bądźmy dumni ze swojego hobby.

Krzysztof Rygiel

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy