Wiele osób uznaje amatorskie bieganie za rodzaj sportowej mody. Moda zaś ma to do siebie, że szybko się kończy. Co dalej? Czy temat wszechobecnego biegania zaczyna się wypalać, czy ewoluuje?

W samym 2013 roku w Polsce odbyło się ponad 2 tysiące imprez biegowych, a według raportu ARC Rynek i Opinia w Polsce biega dziś 3 miliony osób. Z ciekawostek – najszybciej zwiększa się grono biegaczek i jest to tendencja światowa. Jak podaje Międzynarodowe Stowarzyszenie Biegów Ulicznych (AIMS) liczba kobiet startujących w maratonie o 1% przekroczyła liczbę mężczyzn. Polska goni ten trend, jednak wciąż na dziesięć osób finiszujących w maratonie tylko dwie to kobiety. W tym roku powiększyłam grupę pań, które przekroczyły linię mety na dystansie 42 km i 195 metrów.

Zaczynamy od kanapowych marszobiegów, następnie zaliczamy pierwszy uliczny bieg na pięć kilometrów, później „dycha” z ambicją złamania godziny, półmaraton, aż w końcu zostaje przekroczona meta maratonu. I co dalej? Dopadła mnie pewna refleksja. Otóż wszyscy moi starsi stażem biegowi znajomi albo planują, albo już mają na koncie start w ultramaratonie, czyli każdym biegu, którego dystans przekracza kilometraż maratonu. „Ultramaraton? Szaleństwo” – myślałam. Tymczasem podobną opinię miałam na temat maratonu, przekraczając linię mety biegu na dziesięć kilometrów. Czy rzeczywiście ultramaratony i biegi górskie, a najczęściej i jedno, i drugie to dyscypliny, które z sezonu na sezon zdobywają coraz większą popularność? Wszak podczas biegu o długości 50, 80, 100 i 240 kilometrów zjadasz kilka lub kilkanaście razy więcej żeli energetycznych, w trakcie przygotowań zużywasz buty dwa, trzy razy szybciej (buty biegowe mają swoją żywotność od około 1000 do 2000 tysięcy kilometrów), potrzebujesz także sprawdzonej, bezszwowej bielizny termoaktywnej (ponoć ból obtartego naskórka w połączeniu z potem daje niesamowite, iście metafizyczne odczucia).

Jeden z biegaczy długodystansowych, Michael Finkiel, powiedział:Przygotowując się do ultramaratonu, wierzyłem, że będzie to swego rodzaju perwersyjna przyjemność. Przez 15 lat biegałem intensywnie, choć głównie na średnich dystansach. Ukończyłem kilka maratonów. Przestały one jednak być biegowym everestem. Motywuje mnie poszerzanie swoich fizycznych i psychicznych granic, a euforia jest dla mnie głównym produktem ubocznym wyczerpania. Test w postaci 160-km ultramaratonu wydawał mi się nową granicą do pokonania…”. O rosnącą popularność biegów ultra zapytałam ultramaratończyka, dziennikarza serwisu Wirtualna Polska, Jana Bolanowskiego: Dla wielu biegaczy, zawody biegowe, a zwłaszcza na dystansie maratonu stanowią przede wszystkim wyzwanie i sposób na sprawdzenie własnych granic. Kiedy już się maraton przebiegnie, rodzi się pokusa, by osiągnąć jeszcze więcej – np. poprawić wynik albo pobiec jeszcze dalej. Im więcej mamy w Polsce maratończyków, tym bardziej rośnie popularność biegów ultra. Świadczy o tym coraz większa liczba imprez, startujących zawodników oraz – niestety – coraz wyższe opłaty wpisowe”.

Poprosiłam także o zdanie zaprzyjaźnionego blogera i ultramaratończyka Gabriela Matwiejczyka, który lekkim piórem pisze bloga runyourlife.pl, a lekką nogą biega ultramaratony (m.in. Sudecka Setka, Maraton Gór Stołowych, Kierat, Grania Tatr, UltraTrial 130 km, Łemkowyna 70 i parę innych, a 24 stycznia 2015 roku zamierza wbiec na Mount Everest w… samym sercu Warszawy: http://everestrun.pl).

„Biegi ultra w większości przypadków to biegi górskie, biegi w pięknym terenie, w cudnych, magicznych okolicznościach – to dodatkowy bardzo silny magnes przyciągający biegaczy. Istnieją w Polsce biegi o długiej tradycji jak np. Sudecka Setka, ale mamy też sporo nowych, tłumnie obsadzonych przez zawodników imprez – zaczynając od fantastycznego SuperMaratonu Gór Stołowych, przez Bieg Rzeźnika, Kierat, po klasyczny już Bieg 7 Dolin. Jest też świeżynka – po raz pierwszy rozegrany w 2014 roku Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich, gdzie królewski Bieg 7 Szczytów ma aż 240 kilometrów. Na każdym z tych wydarzeń widać wyraźnie, jak rośnie grono miłośników biegów długich, biegów męczących, ale także biegów dających niesamowite wrażenia. Jednym z tych, których nigdy nie zapomnę (bo jednym z najtrudniejszych, w jakich brałem udział), jest Bieg Ultra Granią Tatr – ​bieg, podczas którego mogłem podziwiać świt w Tatrach, a potem zrobić trasę, która piechurom zajmuje 2-3 dni”.

Maraton śmierci

Weźmy pod lupę najcięższy ultramaraton na świecie, dobrze znanym wszystkim fanom Scotta Jurka z książki „Jedz i biegaj”. Badwater, bo o nim mowa, to bieg na dystansie 217 kilometrów w Dolinie Śmierci w temperaturze sięgającej 55°C i sumie przewyższeń 5800 metrów z limitem 48 godzin na pokonanie trasy. W lipcu tego roku ten morderczy bieg został pokonany przez Polaka, Darka Strychalskiego. Biegowy światek wrzał – było gorąco i w biegowych tytułach, i na biegowych portalach, które przeglądam przy porannej kawie. Zaczęłam zastanawiać się, w jakim stopniu tematem zainteresowały się polskie media ogólnoinformacyjne. Poprosiłam o zbadanie tematu zaprzyjaźnioną firmę monitorującą media Press Service. BANG! Na temat startu Darka w Badwater od 1 stycznia do 19 listopada 2014 roku zgromadzono 225 publikacji, w tym publikacje TV i radiowe o łącznej wartości AVE 1 704 150 PLN i dotarciem do ponad 207 milionów!

Podsumowując, ultramaratony przestają być biegową niszą. Ich rosnąca popularność staje się doskonałym, świeżym poletkiem dla firm z branży sportowej, rozpoczynając od producentów odzieży, obuwia i bielizny sportowej, a kończąc na producentach wody, żeli energetycznych, suplementów i izotoników. Planując działania marketingowe na najbliższy rok, mając na uwadze monopol niektórych firm na największe uliczne imprezy sportowe, warto zastanowić się nad strategią komunikacji dla tej grupy sportowców. Ultrasportowców.

Sandra Kaczmarek

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy