Zanim z wirtualnych chmur zaczną spływać do konsumentów historie opowiadane przez holograficzne awatary, minie jeszcze sporo czasu. Na razie podstawowym tworzywem poddawanym obróbce przez specjalistów public relations ciągle pozostaje słowo pisane oraz obraz. O ile z tekstem najczęściej nie ma problemów, o tyle zdjęcia zaskakująco często są traktowane po macoszemu. To dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mariaż mediów i fotografii trwa już od dobrych 80 lat, a na dodatek liczba wykonywanych zdjęć jest teraz wyższa niż kiedykolwiek w historii.

W idealnym świecie, w którym redaktorzy kończą pracę nad numerem na długo przed ostatecznym terminem wysyłki materiałów do drukarni, a portale internetowe w spokoju i harmonii dopieszczają swoje publikacje bez oglądania się na konkurencję, za dobór i prezentację zdjęć odpowiadają fotoedytorzy (to ci, którzy mają biurka tuż obok korekty!). Rzeczywistość jest oczywiście inna: fotoedycja to luksus dostępny w nielicznych, największych tytułach. Najczęściej wszystko co związane z ilustracją artykułu spada na głowę jego autora. Wejście przez konsultanta PR w rolę fotoedytora i dostarczenie autorowi dobrze wyselekcjonowanych, atrakcyjnych fotografii leży więc w najlepszym interesie klienta. Jeśli dobór zdjęć będzie słaby lub nie będą one spełniały technicznych wymagań, autor materiału w najlepszym razie sięgnie po pierwsze z brzegu zdjęcie stockowe, a w najgorszym w ogóle zrezygnuje z zajęcia się tematem.

Kilka ważnych punktów:

  • Ocena dostępnych zasobów zdjęć powinna być jedną z pierwszych czynności po rozpoczęciu współpracy agencji PR z klientem.
  • Projektując wirtualne biuro prasowe, w którym będą gromadzone komunikaty i informacje prasowe, nie można pominąć sekcji z fotografiami i grafikami. Najlepiej udostępniać zdjęcia w najwyższej dostępnej rozdzielczości oraz dla wygody użytkowników zaimplementować skrypt automatycznie generujący kilka mniejszych rozmiarów zdjęć. Do tego powinniśmy umieścić jasne informacje o warunkach wykorzystania udostępnianych materiałów.
  • Skuteczny PR produktowy wymaga zarówno prostych, uniwersalnych packshotów, jak też dobrych zdjęć lifestylowych. Inny charakter powinno mieć zdjęcie prezesa do magazynu biznesowego omawiającego sytuację finansową firmy, a inne na branżowy blog publikujący wywiad na temat planów kierowanego przez niego przedsiębiorstwa. Najczęściej jedno zdjęcie to zbyt mało. Warto o tym pamiętać, ustalając szczegóły sesji z klientem i fotografem.
  • Większość dużych koncernów dysponuje bibliotekami zdjęć, grafik, przekrojów, schematów, ilustracji wyjaśniających technologie, lifestylowych snapshotów idealnych do mediów społecznościowych itd. – te bezcenne z punktu widzenia wszystkich stron (od klienta, przez media, po czytelników) materiały często nie są w ogóle wykorzystywane. Rolą agencji jest do nich dotrzeć i aktywnie wykorzystywać.
  • Gdy naszym tematem jest usługa internetowa czy aplikacja, zamiast zdjęcia można się posłużyć screenshotem. Można wtedy samodzielnie zadbać o wyeksponowanie kluczowych cech i funkcji.
  • Do wiadomości warto dodawać aktualne logo, szczególnie jeśli zmieniło się ono w ostatnich latach. Nie każdy dziennikarz czy bloger o tym pamięta.
  • Należy zachować zdrowy rozsądek w kwestii rozmiaru maila z informacją prasową. Ładne, duże zdjęcia – tak. 15-megabajtowy mail – nie. W 2-3 megabajtowej wiadomości swobodnie zmieści się informacja prasowa i 3-4 zdjęcia o rozmiarze 2000 x 3000 pikseli. Reszta fotografii powinna trafić do wirtualnego biura prasowego lub czekać na zainteresowanych w WeTransferze czy Dropboksie.

Kącik techniczny

Historia powoli zatacza koło. Powojenny rozkwit fotografii prasowej i reklamowej został wyhamowany najpierw przez pojawienie się kolorowej telewizji, a następnie pełnego ograniczeń technicznych Internetu lat 90. Dziś, gdy przepustowość sieci nie jest jakimkolwiek problemem, a ekrany komputerów, tabletów i smartfonów biją rekordy rozdzielczości, media znów chętnie publikują duże, efektowne fotografie. Dostarczenie zdjęć wykorzystujących ten potencjał techniczny to pozycja obowiązkowa na liście zadań PR-owca. Aby uniknąć technicznych nieporozumień na linii PR – media, należy się zaprzyjaźnić z trzema terminami – rozmiarem zdjęcia, DPI, a także stopniem kompresji.

W erze zdjęć cyfrowych kluczowe są wymiary zdjęcia liczone w pikselach (popularna rozdzielczość). Im więcej pikseli, tym szersze możliwości wykorzystania fotografii w różnych rodzajach publikacji. Niewielkie zdjęcia o rozmiarze rzędu 300 x 600 pikseli są zbyt małe nawet jak na potrzeby portali internetowych. Rozsądne minimum „do Internetu” to okolice 1000 x 1500 pikseli. W przypadku tradycyjnej prasy wszystko zależy od rozmiaru zdjęcia w druku.

DPI to termin związany z drukiem, o którym na dobrą sprawę można zapomnieć w przypadku publikacji on-line. DPI to inaczej liczba punktów obrazu przypadających na cal – w przypadku wydruku o dobrej jakości powinno ich być 250-300. Chodzi więc o odpowiednią jakość, z uwzględnieniem fizycznych wymiarów zdjęcia, jakie ma ono mieć po wydrukowaniu. Często słyszane zdanie „potrzebuję tę fotkę w 300 DPI” nie ma więc sensu. Sens będzie miała prośba „potrzebuję tę fotkę w 300 DPI, w rozmiarze 12 x 12 centymetrów”. Teraz sprawa jest prosta: 12 centymetrów to 4,73 cala, a w każdym calu ma się znaleźć 300 pikseli, czyli zdjęcie ma mieć 1419 x 1419 pikseli. Wtedy będzie miało 300 DPI przy rozmiarze 12 x 12 centymetrów. Uff.

Kompresja określa z kolei stopień „wyprania” zdjęcia ze szczegółów. W programach graficznych najczęściej ustala się ją za pomocą suwaka wartości od 1 do 100, na etapie zapisu zdjęcia w formacie JPEG. Im niższa wartość, tym większa kompresja. Łatwo w ten sposób zbić „wagę” pliku ze zdjęciem, ale przy okazji cierpi też na tym jakość. W praktyce najlepszą relację jakości obrazu do wagi pliku ma kompresja na poziomie 70-80.

Michał Grzegorczyk

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy