Nie ma dziennikarzy nieżyczliwych. Są tylko tacy, których się ignoruje albo przekazuje zdawkowe informacje. W tym wpisie analizuję, dlaczego warto stosować zasadę „Don’t shoot the messenger” w relacjach z mediami i jakie są skutki nieprzestrzegania tej reguły na przykładzie niedawnego „starcia” pomiędzy serwisem OKO.Press a TVP.

„To nie jest życzliwy dziennikarz” – takim komentarzem biuro prasowe TVP scharakteryzowało reportera niedawno powstałego OKO.Press, który zwrócił się z pytaniem o dofinansowanie transmisji Światowych Dni Młodzieży z budżetu państwa oraz warunków emisji spotu MON-u w związku z rozpoczynającym się za kilka dni szczytem NATO w Warszawie. Mail „wyciekł” przez przypadek, bo nie zadbano o wykasowanie historii wcześniejszych wiadomości, które w TVP wymieniano wewnętrznie. Na pytanie dotyczące Światowych Dni Młodzieży według OKO.Press odpowiedź nie przyszła w ogóle, zaś w drugiej sprawie dziennikarz poprosił o dodatkowe wyjaśnienia.

I tak napisze o nas źle

Biuro prasowe w korespondencji z innymi działami TVP zastanawia się, co robić dalej. Pełna treść wiadomości, gdzie użyto określenia o nieżyczliwym dziennikarzu, brzmi (cyt. za stroną Oko.press):

„Dziękujemy bardzo, ale nie dodawajmy za dużo. W tym przypadku nie możemy pozwolić sobie na nadmierną szczerość. To nie jest życzliwy dziennikarz”.

Tego typu wymiana maili wewnątrz organizacji nie jest niczym nadzwyczajnym. Powszechną praktyką jest też mapowanie dziennikarzy ze względu na nastawienie do danej instytucji czy też firmy. Na tym przykładzie rozegrania konkretnej sytuacji relacji z mediami warto jednak zastanowić się, jakie konsekwencje niesie za sobą używanie teoretycznej (koncepcyjnej) konstrukcji pt. „nieżyczliwy dziennikarz” w praktyce, zwłaszcza pod kątem efektów stosowania takiego podejścia.

Traktowanie dziennikarza jako z góry „nieżyczliwego” oznacza najczęściej przesłanie zdawkowego oświadczenia ze strzępami informacji na interesujący go temat lub też zupełne zignorowanie, bo przecież „i tak napisze o nas źle”.

Tymczasem podstawowa zasada w relacjach z mediami brzmi: Don’t shoot the messenger (czyli w opisywanym przypadku: nie strzelać do dziennikarzy). Dziennikarz jest bowiem tylko posłańcem i rodzajem pośrednika między światem, który opisuje, a opinią publiczną. Zbyt duże skupienie uwagi właśnie na posłańcu i próba jego „wyeliminowania” poprzez schowanie głowy w piasek (ignorowanie zapytania) lub zbycie kilkoma ogólnymi zdaniami prowadzi najczęściej do efektu odwrotnego od zamierzonego. Zamiast „wyciszenia” sprawy zaczyna ona żyć własnym życiem.

Alternatywy dla strzelania

W przypadku OKO.Press „strzelanie” do dziennikarza skończyło się skierowaniem sprawy do sądu i zawiadomieniem prokuratury, czyli wydarzeniami, na których TVP z pewnością nie zależało. Nawet jeśli faktycznie dziennikarz nie jest pozytywnie do nas nastawiony, to jego ignorowanie najczęściej właśnie tak się kończy – jeszcze bardziej nakręca możliwą negatywną wymowę publikacji i zachęca do podjęcia dodatkowych działań w celu zdobycia informacji.

Co można robić w takich sytuacjach? Przede wszystkim nie warto zakładać z góry, że dziennikarz jest negatywnie nastawiony, gdyż to znacznie ogranicza możliwość interakcji z nim. Nie należy też zwlekać z odpowiedzą – nawet korzystanie z ustawowego terminu 14 dni na udostępnianie informacji publicznej jak w przypadku TVP (termin ten w uzasadnionych przypadkach może być wydłużony do 2 miesięcy) nie jest dobrym pomysłem. Zwykłe wysłanie maila, że zajmujemy się sprawą i wrócimy do niego czy też telefon, w którym przekażemy to samo, zrobią na nim pozytywne wrażenie. Do tego typu działań najlepiej użyć pośrednika w postaci agencji zajmującej się komunikacją, dla której kryzysy stanowią chleb powszedni. Zostawienie tej pracy wewnętrznej komórce zajmujące się PR nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, gdyż pracownicy danej firmy są często zbyt mocno zaangażowani emocjonalnie i brak im trzeźwego osądu sytuacji, niezbędnego by odpowiednio zareagować. Najprostszym sposobem „rozbrojenia” takiego tematu jest udzielenie wyczerpujących informacji, jeśli oczywiście nie mamy do czynienia z udostępnianiem tzw. wrażliwych danych (np. tajemnicy handlowej). W niektórych przypadkach warto też spotkać się z tzw. nieprzychylnym dziennikarzem, aby zminimalizować negatywne skutki nadchodzącej publikacji i wyjaśnić, dlaczego nie możemy udostępnić informacji, o które prosi. Jednocześnie podczas spotkania można znacznie lepiej zaprezentować stanowisko w bardziej ogólnych kwestiach. Dziennikarz, który jest profesjonalistą, bardzo chętnie przedstawi ww. stanowisko.

To oczywiście nie daje gwarancji sukcesu, ale lepiej spróbować tego typu narzędzi, gdyż strzelanie do dziennikarzy na pewno nic dobrego nie przyniesie.

Tomasz Dominiak

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy