Na Facebooku robi się coraz ciężej. Mark na początku usunął nieaktywne konta z profili (myślę, że to dobrze), w ostatnich tygodniach zmienił się algorytm i więcej treści będziemy widzieli od znajomych (tutaj jeszcze nie jestem pewien, bo różnych mam znajomych), a jeśli wydaje Ci się drogi managerze, że treści w newsfeedzie jest dużo… to będzie jeszcze więcej. Facebookowi ogarniacze już niemal codziennie muszą szybko dostosowywać się do zmieniających się warunków, klientów, budżetów reklamowych i nastrojów fanów.
Mam nieodparte wrażenie, że gdzieś pomiędzy układaniem, planowaniem kolejnych postów i rozdzielaniem budżetów reklamowych wiele marek pogubiło się w tym, dla kogo tworzą pełne hashtagów, pięknie obrandowane treści. Oczywiście znajdziemy też przykłady „jak robić to dobrze”, więc pozwolę sobie przywołać przykład marki, która od kilku już dobrych lat jest wzorem komunikacji z fanami – imię jej to… Vin Diesel.

Mówcie co chcecie, ale Vin jest prawdziwym królem Facebooka i jako mądry władca swojego konta pozostaje otwartą księgą prostych zasad, o których czasem zdarza nam się zapominać. Przytoczę najważniejsze z nich.

1. Kontroluj swoją stronę

Nie mam zamiaru oceniać tutaj warsztatu aktorskiego Vina, ale chciałbym się pochylić nad jego doświadczeniem socialowym i jakie są tego efekty. Efekty są takie, że profil Vina to ponad 90 mln fanów, których zaangażowanie zdecydowanie wyłamuje się ze standardów zasięgu organicznego, do których jesteśmy przyzwyczajeni – nawet przy największych brandach na polskim Facebooku. O ile za mniejszymi lub większymi brandami stoi zazwyczaj grono specjalistów social media (innych celebrytów nie wykluczając), Vin od początku prowadzi swoje konto sam, nadając swojemu profilowi niezwykle osobisty wydźwięk.

2. Tak naprawdę nie chodzi o pieniądze
(no, nie przez cały czas)

Niezależnie od tego, w jak ładne opakowanie ubierzemy nasze treści, kolejny post w ciągu dnia o jednym z kilkudziesięciu produktów w naszej ofercie odrzuci najbardziej oddanego fana. Vin oferuje swoim fanom dokładnie to, czego oczekują i we właściwych proporcjach. W poszukiwaniu aktualnych informacji o produkcji, powiedzmy sequela Guardians of the Galaxy, mam zasubskrybowanych przynajmniej kilkanaście innych portali o tematyce komiksowo-filmowej. I na pewno nie jestem w tym wyjątkiem. Jednak mając tak imponującą bazę fanów, ciężko szukać u Vina treści, od których bije marketingowa otoczka, po której z miejsca kliknęlibyśmy „unfollow”. Powiem więcej, pewne zdjęcia przywołują mi czasy moich wczesnych zabaw z Photoshopem.

I wiecie co? To naprawdę działa – Vin pokazuje, że mimo wszystko jest zwyczajnym gościem.

3. Cokolwiek robisz, pozostań autentyczny

Zapewne cześć z Was kojarzy Vina z rolami twardzieli i zapewne taki wizerunek świetnie się sprawdza przy podpisywaniu kolejnych kontraktów na „Szybkich i Wściekłych”, ale sam Vin sprawnie oddziela ten image od swojego socialowego wizerunku. Nie znajdziecie tam zbyt wiele eksplozji i tony zdjęć z siłowni. Vin przedstawia bardzo ludzką i bardzo prywatną część siebie – tańczącego do kawałków Beyonce, karmiącego swojego psa, umieszczając swoje „złote myśli” i całą masę zdjęć rodzinnych – bez względu na to, jak zdefiniujecie słowo „rodzina”.

Może przykład Vina wydaje Ci się zbyt odległy („Przecież on ma miliony fanów, a ja zarządzam tylko małą społecznością!”), ale nie zmienia to faktu, że warto się zastanowić, jak obecnie rozmawiamy z naszymi fanami i czy faktycznie oferujemy im to, czego oczekują. Może nie warto zakładać kont we wszelkich możliwych sieciach społecznościowych (a właśnie… Vin jest jednym z top 5 celebrytów na Facebooku i jednocześnie JEDYNYM, który nie ma Twittera), może przeznaczamy bardzo duże budżety reklamowe na treści, które biznesowo/wizerunkowo nie mają żadnego znaczenia, a może wpadliśmy w rutynę codziennego postowania. Jeśli chcesz zaangażować swoich fanów, może najwyższa pora poluzować nieco lejce komunikacji. Treści z krwi i kości powinny spokojnie wygrać z nudną, szablonową komunikacją.

Pytanie, czy odważysz się spróbować?

PS Fun Fact – Vin Diesel to tak naprawdę Mark Vincent i jeszcze zanim napinał mięśnie do walki z The Rockiem, zajmował się tym:

Kamil Ściana

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy