207 – myślę, że tyle minut wystarczy żeby w dwóch seansach ogólnie przedstawić narzędzia, jakie dobierają specjaliści od komunikacji i jednocześnie zaobserwować zmiany, jakie nastąpiły na przełomie ostatnich 10 lat w public relations. 2 odmienne podejścia, 2 zupełnie odmienne skale, a mimo to nadal znaczną część działań głównych postaci możemy z powodzeniem wykorzystać do naszych potrzeb.

Cisza na planie. Światła. Akcja!

Na pierwszy rzut oka Nicka Naylora nie da się lubić. Cyniczny rekin PR, ubrany w drogi garnitur, latający firmowymi samolotami, żyjący na co dzień jako twarz firmy tytoniowej Big Tobacco. Słowem idealny kandydat, którego każde możliwe media mogą zgnieść bez trudu. Na żywo. Z fajerwerkami. Przy pełnej widowni.
A jednak, mimo braku magistra czy doktoratu, Nick ma unikalny dar przekonywania, bo w czasach kiedy palenie powszechnie uznawane jest za szkodliwe (czy wręcz trwa stan wojny z koncernami tytoniowymi), udaje mu się przebić w porannym talk-show z twierdzeniem, że palenie… nie szkodzi. Taktyka Nicka w misji, którą spokojnie można spisać na straty, jest bardzo prosta.

Jeśli poprawnie argumentujesz, zawsze masz rację

W przyszłym roku minie już dekada od premiery „Dziękujemy za palenie, a jednak mimo upływu czasu nadal jest to film, do którego lubię wracać jako do idealnego podręcznika, jak radzić sobie z tematami, gdzie opinia publiczna nie stoi po naszej stronie. Nick umiejętnie odwraca uwagę od problemu palenia, skupiając się na dofinansowaniu antynikotynowych kampanii wartych 50 milionów, przedstawiając młodego chłopaka z nowotworem jako klienta, którego nie chce stracić czy też wytykając kongresmenowi drogie loty w trakcie kampanii wyborczej. W jednej ze scen udaje mu się również wykorzystać fakt porwania i przedstawić siebie jako ofiarę, której palenie ocaliło życie (i przy okazji pomaga na Parkinsona).

Czy mogę mieć to na piśmie?

Czasem kluczem do przeprowadzenia skutecznej kampanii nie jest udowodnienie, że mamy rację, a jedynie że strona przeciwna się myli – a przynajmniej tak wygląda to w świecie Nicka, który nie ma skrupułów w porównaniu szkodliwości paczki fajek do zawartości cholesterolu w serze cheddar. Patrząc z perspektywy problemów z otyłością, a zarazem wyzwań PR managerów z branży FMCG, to zestawienie jest jak najbardziej na miejscu. Po tym filmie jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że każdy z nich chciałby być Nickiem. You know the guy who can pick up any girl? I’m him. On crack”.

Foodporn, Twitter i… catharsis

Lekcji PR-u od Nicka nie musi jednak brać Jon Favreau, który w tym roku oddał się kuchennym rewolucjom w „Szefie”. To przyjemne kino drogi zostało sporządzone według prostego przepisu, gdzie mamy świetnie obsadzone pierwszo- i drugoplanowe role (Leguizamo, Hoffmann, Vergara, Downey Jr.), sielankową kubańską muzykę i bezpretensjonalny humor. Produkcja jakich wiele poza genialnym wykorzystaniem narzędzi mediów społecznościowych.

 

 

Tytułowy szef – Carl Casper (tutaj znowu Favreau) – w towarzystwie syna i kolegi z pracy przemierza Amerykę wspierając swój nowy foodtruckowy biznes poprzez tweety, filmy w serwisie Vine czy fotki na Instagramie. Z perspektywy laika film świetnie tłumaczy możliwości mediów społecznościowych niezależnie od tego, jak wielki jest rozmiar prowadzonego biznesu i jednocześnie pokazuje, jak można dostosować narzędzia komunikacji, mając do dyspozycji niewielki budżet.

Social media stają się realnym wsparciem Carla – w sytuacji największego „hejtu” na Twitterze potrafi dostrzec możliwości rozwoju swojej firmy, zatem serwuje nam historię o upadku i osiągnięciu życiowego catharsis. Storytelling jak się patrzy. Przy okazji otrzymujemy kilka prostych lekcji o przewadze obrazu nad słowem czy tworzeniu okazji do dzielenia się emocjami z naszymi fanami. Wybór (hasztag) foodpornu jako podstawy dla scenariusza był zatem jak najbardziej na miejscu.

Przykładów „filmowych case studies” możemy spokojnie mnożyć, dla mnie jednak oba filmy stanowią szybkostrawne kompendium elementarnej wiedzy. Pytanie, jakie warto sobie zadać (najlepiej przed seansem), to czy moja firma właściwie wykorzystuje obecne kanały komunikacji. A może przez wiele lat stosujemy te same praktyki, które nie trafiają do grupy docelowej, na której najbardziej nam zależy? Czasy, w który tylko duże budżety gwarantowały odpowiedni zasięg, już dawno minęły. Okazuje się, że czasem wystarczy zrozumienie swojego położenia, a wtedy „najbanalniejsze” narzędzie zadecyduje o losie marki. Udało się ze starym foodtruckiem z kanapkami cubano (swoją drogą polecam) – u Ciebie też się uda.

Kamil Ściana

Więcej na blog.hkstrategies.pl

Privacy Policy

We have updated our Privacy Notice for this website. Please click below to review.

View Privacy Policy